Perfect Girl Tour II - Wiedeń (06.11.2007)   


Kolejny koncert z jesiennej trasy Perefect Girl Tour. Tego dnia Ricky Wilde obchodził swoje 46 urodziny i fani zgromadzeni w wiedeńskej arenie zaśpiewali dla niego "Happy Birthday".
Na koncercie bawił się także Piotrek z Warszawy, którego relację przeczytacie poniżej.



Set List

Chequered Love
The Second Time
View From A Bridge
Together We Belong
Perfect Girl
Cambodia
Water On Glass
I Fly
Never Trust a Stranger
Baby Obey Me
Game Over
Four Letter Word
Stone
Anyplace Anywhere Anytime
Enjoy The Silence
You Keep Me Hanging On

Bis
Lay Your Weapons Down
You Came
Kids In America






























No to muszę opowiedzieć ten "Mój pierwszy raz"...
W stosunku do swojej osoby mam bardzo mieszane uczucia - wręcz wyrzuty, że w wielu aspektach ten wyjazd nie wyglądał, tak jakbym chciał, z drugiej strony przyznam, że ciężko być w takim miejscu samemu (osoba, którą wyciągnąłem ze sobą dopiero liznęła naszą Kim), jak nie ma kogoś z kim można nawzajem się nakręcić. Ale do rzeczy.

Planet Music - nieduży klub, wyobrażałem sobie jakąś wielką scenę i tysięczne tłumy, a wyglądało to inaczej, to był raczej koncert w klubowej atmosferze, góra 800 osób. Szczerze, trochę czułem się zawiedziony brakiem rozmachu imprezy, takie wcześniej sobie w głowie ukształtowałem wyobrażenie. Z drugiej strony to było zaskajująco OK, ze względu na atmosferę samego występu Kim - można było być naprawdę blisko, a nie na przykład patrzeć z dystansu kilkuset metrów.

Super ciekawym doświadczeniem byli ludzie, słuchajcie - no tego się nie spodziewałem - byli najróżniejszych generacji i wszelakiego sortu - o to mi się najbardziej w tym podobało. Totalny przekrój od wyglądających na fanów starego dobrego rock'a, facetów w długich włosach, skórach, zdartych dżinsach, poprzez krawaciarzy poubieranych w jakieś bluzy i poczochrane panie z kolczykami aż do starszych małżeństw trzymających się cały koncert za ręce. No starsze panie podrygujące i kołyszące biodrami zyskały u mnie największy szacunek. Samo to było dla mnie niesamowite, że tak różni ludzie spotykają się na Kim (pokutuje mój mit, że byłem w tym tyle lat wyalienowany chyba).

OK, po występie niemieckiej wokalistki Stereoblonde zaczęło się intro, które w jednej sekundzie podniosło mi ciśnienie - i tu, mimo że to pewnie obciach - wyznam wam, że stanęły mi łzy w oczach. Sam byłem zaskoczony swoją reakcją; to jakaś taka kumulacja emocji z ostatnich 19 lat (!!!!), stałem się po prostu miękki...
No i zobaczyłem Kim, tak jak by to było kilkanaście lat wstecz. Pierwsze poszło chyba Chequered Love - i świetnie, po tym supporciku to było tak mocne i głośne wejście, żeby od razu wejść na obroty. Szok i jeszcze raz szok, uważam, że Kim chyba jeszcze bardziej schudła, po prostu odjazd!!!
Od razu powiem, że na początku tak mniej więcej do połowy, wydawało mi się, że Austriacy dość zimno wszystko przyjmują, ruszyła ich dopiero Cambodia i kawałek Depeche'ów. Mnie ciągle stresowało, że kogoś podepczę, hehe, bo skakałem jak piłka. Potem, rzeczywiście dali się rozgrzać i Happy Bithday dla Ricki'ego wyszłoby lepiej, gdyby Kim zarządziła je bliżej końca (tak to trochę cienko zostało wyśpiewane).

Wszystko to działo się tak cholernie szybko, Kim narzuciła straszne tempo - mam obiektywną opinię, aż zacytuję: " matko ale ona ma power! przecież ona w ogóle nie robi przerw!" - wiecie jaki byłem dumny, jak to usłyszałem. Przyznam się wam, że miałem takie różne obawy wcześniej, właśnie w kwestii jak to jest, jak Kim wygląda na żywo, jak brzmi i jak się trzyma na scenie - i odpowiedź jest tylko jedna - rewelacja pod każdym względem, padam na kolana, a jednocześnie jestem taki dumny.

Wszystkiego mi mało, mam teraz jeszcze większy głód ! Aha!!! Jak mówiłem publika była trochę bierna na początku, ale na maxa ruszyło wszystkich "Never Trust a Stranger" - to było moim zdaniem zenitem koncertu (od tego momentu już nie przejmowałem się na kogo ląduję swoimi piętami).
Na koniec (co wcale nie było końcem) było "Lay Your Weapons Down", wykonane razem z Roxanne, kawałek o bardziej osobistym charakterze.

Pomimo, że brakowało takiego totalnego szaleństwa w ludziach wokół mnie, to strasznie cieszę się, że aplauz był na tyle mocny na koniec, by Kim bisowała trzy czy nawet cztery razy, gdzie nie zabrakło "You Came" i "You keep me Hangin'on" - no przy tym śpiewali już wszyscy!!!!

Na koniec - dostałem strasznego kopa, taki potężny zastrzyk z endorfiny, ale jednocześnie strasznie mi żal, że nie spotkałem nikogo z Polski (nie liczę kumpla, który był raczej biernym obserwatorem). Tak więc jest taka mieszanka we mnie, nie zrobiłem wielu rzeczy, które miałem w głowie, nie spotkałem Kim po koncercie, było bardzo późno, i pół godziny po nie starczyło mi siły perswazji, a sam potem nie chciałem błądzić po Wiedniu w nocy. Wielki niedosyt wszystkiego pozostaje - mam nadzieję do rychłego następnego razu i mam nadzieję, że nie będę już wtedy sam. Kochani, to nie jest żaden Big Deal i nikt mi nie powie, że nie da się uzbierać 500 złotych ze swojego budżetu, aby raz lub dwa razy w ciągu roku poświęcić je na takie przeżycie. Ja teraz czekam już niecierpliwie na następną okazję zobaczenia Kim!!!


Powrót do początku




|  Biografia  |                

|  Twórczość  |               

|  Wydarzenia  |               

|  Galeria  |              

|  KimWilde.pl  |

Biografia

Kalendarium

Ogrodnictwo

Secret Songs

Ricky Wilde
Teksty piosenek

Albumy

Single

Teledyski

Książki

Twórcy piosenek
Koncerty

Kim Wilde w Warszawie

Terminy
Galeria zdjęć
Strona Główna

Forum

Facebook

O stronie


© KimWilde.pl   2006 - 2015

facebook