Ejtis Szoł, Bydgoszcz - Wrocław (13 - 14.02.2009)   


Ejtis Szoł. Dwa wspaniałe koncerty gwiazd muzyki z lat 80, jakie odbyły się w Bydgszczy i Wrocławiu. W szczególności w tym pierwszym mieście panowała wyjątkowa atmosfera, publiczność była niesamowita i spontaniczna. Występ Kim był z pazurem, Wilde'owy! We Wrocławiu było spokojniej, ale także wspaniale.
I szkoda tylko, że zawiódł organizator...



Wspomnienia Kasi

Nasza galeria zdjęć:
Bydgoszcza
Wrocław

Set List:
Chequered Love
View From a Bridge
Cambodia
You Came
You Keep Me Hangin'on
Kids in America



13 lutego 2008, Bydgoszcz.

Moja podróż do Bydgoszczy zaczęła się już 12 lutego, kiedy to razem z Mateuszem wsiedliśmy w Krakowie do pociągu, który zawiózł nas do miasta przeznaczenia. Podróż była spokojna, a mając cały przedział dla siebie, mogliśmy sobie swobodnie pogadać o Kim a później przespać kolejnych parę godzin.

Na miejscu pogoda okazała się dosyć łaskawa, było bezwietrznie i przede wszystkim nie padało. Prosto z dworca udaliśmy się do Hali Łuczniczka, gdzie wieczorem mieliśmy zobaczyć Kim. Niestety już na początku dostrzegliśmy znikomy ślad promocji 'Ejtis Szoł', gdzie niegdzie jedynie dostrzegając małe plakaciki na słupach ogłoszeniowych. Przed samą halą także nie było praktycznie śladu jakiejkolwiek informacji o zbliżającym się koncercie, poza dwoma maleńkimi plakacikami, które dostrzec można było z odległości paru metrów.

Po kilkuminutowym obejrzeniu hali i obejściu jej dookoła postanowiliśmy wrócić do centrum. Było jeszcze dosyć wcześnie i nie przypuszczaliśmy, że tej porze Kim pojawiłaby się już w tym miejscu.

Około godziny 11 do Bydgoszczy przyjechały Małgosia z Ewą oraz Kasia, i razem udaliśmy się do Centrum Handlowego na wczesny obiad. Po drodze zakupiliśmy kwiaty dla Kim po jednej róży na każdą osobę oraz dokończyliśmy przygotowywać dla niej prezenty.

Pech chciał, że gdy wróciliśmy pod halę, dowiedzieliśmy się, że Kim 20 minut wcześniej skończyła próbę i nie ma jej już na terenie hali. Jednocześnie zebraliśmy kilka cennych informacji dotyczących koncertu oraz występu Kim. Ku naszej radości dowiedzieliśmy się, że Kim wystąpi jako ostatnia, a do hali wróci po godzinie 19.
Jednakże mając za sobą złe doświadczenie z osobami, które błędnie informowały nas w przeszłości, między innymi w Sopocie, postanowiliśmy nie opuszczać terenu Łuczniczki. Wraz z Beatką oraz jej mężem i synkiem, którzy dojechali do nas około 15, w grupie ośmiu osób czekaliśmy na Kim pod halą, przy tylnym wejściu.

Jadąc tutaj, trochę inaczej sobie to wyobrażaliśmy, zwłaszcza że wraz z Beatką oraz Mateuszem przez trzy tygodnie staraliśmy się uzyskać wejściówkę za kulisy, jako webmasterzy stron internetowych o Kim. Nawet otrzymaliśmy zapewnienie, że takie legitymacje otrzymamy, jednakże dalsze wydarzenia, spowodowane najprawdopodobniej brakiem dobrego przepływu informacji między poszczególnymi osobami, spowodowały, iż pozostało nam czekać z resztą naszych towarzyszy pod halą. Wiara w to, że jeszcze do nas ktoś zadzwoni i poda nam jakiekolwiek informacje dotyczące choćby przyjazdu Kim do hali także nas w końcu opuściła.
Z powodu dość niskiej temperatury, staraliśmy się czekać na Kim w środku hali, co w pewnym momencie przestało się podobać organizatorowi, który nakazał ochronie wyprosić nas z pomieszczenia. Wówczas wzmożony ruch ochrony oraz organizatorów dał nam nadzieję, że niebawem zobaczymy Kim i w coraz większym napięciu oczekiwaliśmy przyjazdu naszej idolki.

Jednak czas mijał i jedynie udało się nam spotkać Samanthe Fox, która przyjechała na próbę. Parę osób zrobiło sobie z nią zdjęcie, pomimo niesympatycznego ochroniarza, traktującego nas jak terrorystów gotowych przeprowadzić zamach na piosenkarce.. Zmarznięci i coraz bardziej zniecierpliwieni aczkolwiek w miłym towarzystwie, czekaliśmy kolejne godziny na Kim. W międzyczasie poznaliśmy kilka osób, które dotrzymywały nam towarzystwa pod halą. Wieczorem dołączył do nas także Sławek oraz poznaliśmy Simona, fana Sam.

Nasza niezwyciężona grupa, dzielna i gotowa do wszelkich poświęceń dla choćby kilku chwil z Kim, w końcu poddała się. Dochodziła godzina otwarcia hali dla widzów, i nie chcąc tracić dobrego miejsca przy scenie, poszliśmy do hali na płytę. Zajęliśmy boczne miejsca przy samej barierce i powoli przygotowaliśmy się do koncertu, wzbudzając powszechne zainteresowanie ludzi gromadzących się na płycie, a także po drugiej stronie barierki. W koszulkach, rozwieszonym transparencie i mocno podekscytowani czekaliśmy na rozpoczęcie koncertu. Kasia najciężej znosiła to oczekiwanie, jako że jedyna z naszej grupy po raz pierwszy miała ujrzeć Kim na żywo.. Patrząc wtedy na nią, przypomniałam sobie siebie niecałe 3 lata temu, kiedy w Płocku oczekiwałam na wyjście na scenę Kim. Wówczas emocje były tak silne, że nie pozwalały trzeźwo myśleć. Jednakże to wcale nie oznacza, że tym razem tych emocji nie było, gdy nogi coraz bardziej miękły i odmawiały posłuszeństwa..

Dużym zainteresowaniem cieszył się nasz transparent, którego napis świecił jasno przy ściemnionym świetle. Flesze aparatów szybko skierowały się w naszą stronę.
W końcu na scenę wyszedł Marek Sierocki i zaczął się koncert. Najpierw wystąpiła Wanda i Banda. Grupa była mi słabo znana, pomijając kilka utworów, ale pomimo tego świetnie się bawiłam przy ich muzyce, rozgrzewając się przed kolejnymi gwiazdami. Szaleństwo zaczęło się już przy następnej artystce, gdy na scenę wyszła Samantha Fox. Pamiętając jej występ w Sopocie, który mi się bardzo podobał, oczekiwałam dużych emocji przy jej kolejnym występie i się nie zawiodłam. Sam zaśpiewała swoje wszystkie największe przeboje, ale dodała na dokładkę trzy całkiem nowe utwory, udowadniając niedowiarkom, że naprawdę potrafi śpiewać. My, fani Kim, darzymy Sam specjalnym sentymentem jako że mamy wspólną idolkę.. Może też dlatego Sam bardzo często spoglądała na nasz Wilde'owy sektor, często posyłając nam serdeczne uśmiechy i pełne sympatii spojrzenia.

Na występie Samanthy wyszaleliśmy się tak niesamowicie, że gdy na scenę wyszedł kolejny artysta zapowiedziany przez pana Marka, leżeliśmy niemalże na barierkach.
Jednak Limahl ze swoim zespołem Kajagoogoo szybko postawił nas na proste nogi, dając znakomity koncert. Bawiliśmy się świetnie, pomimo tego, iż twórczość Kajagoogoo jest nam mało znana. Limahl jak zwykle błyskawicznie nawiązał kontakt z publicznością a Nick Beggs, dobry znajomy z zespołu Kim, jak zwykle szokował swoim wyglądem, a jednocześnie bawił dużym poczuciem humoru. W pewnym momencie wziął do ręki kartkę i zaczął czytać z niej.. po polsku. Poszło mu całkiem nieźle. Z koncertu Limahla na pewno nie zapomnimy także dwóch sympatycznych fanek, stojących tusz za nami, których donośne i częste okrzyki, wręcz piski, na jakiś czas pozbawiły nas słuchu w jednym uchu.. Pozdrawiamy dziewczyny, jeśli jakimś przypadkiem to czytacie!

W końcu nadszedł moment, na który czekaliśmy cały wieczór. Na scenie pojawiły się znajome twarze muzyków z zespołu Kim, a z głośników zabrzmiało intro, znane nam z poprzedniej trasy koncertowej. Ciśnienie podniosło się niesamowicie, a z naszych gardeł wydostał się jeden wielki okrzyk radości, gdy na scenę wraz z pierwszymi nutami utworu 'Chequered Love' wyszedł najpierw zespół z Rick'ym na czele, a później Kim. Szaleństwo się zaczęło!

Kim wyglądała wspaniale, jak zwykle olśniła nas wdziękiem, a z jej twarzy nie schodził szczery uśmiech. Oczywiście już na samym początku dostrzegła naszą rozszalałą z radości grupę. Co chwila do nas machała i uśmiechała się szeroko. Ricky także często podchodził do brzegu sceny, pozdrawiając nas ciepłym uśmiechem.

Po pierwszej piosence Kim wspomniała, że już dwie dekady minęły, od kiedy pierwszy raz śpiewała w Polsce, a potem zaprosiła do zabawy przy swojej muzyce z lat 80. Publiczność szalała, a najbardziej my, wspomagani między innymi przez wspomniane wcześniej fanki z Kajagoogoo. Okrzyki dało się także usłyszeć z odległych krańców hali.
Kim jak zwykle podeszła do występu bardzo profesjonalnie, a śpiewając swoje piosenki z lat młodości, przepełniona niespożytą energią i radością, wydawała się być dwa razy młodsza..
Gdy po Cambodii nadszedł czas na You Came, przyszła kolej na nas. W górę unieśliśmy album, z napisem 'Kim Wilde in Polish Hearts', powodując duże poruszenie wśród fotoreporterów oraz samej Kim i Ricky'ego. Szaleństwo i jeszcze raz szaleństwo. Nie przypuszczam, by Kim spodziewała się takiego przyjęcia w naszym kraju, gdy do nas leciała..
Na You Keep me Hangin'on już cała hala bawiła się razem z nami, a Kim śpiewała tak jak potrafi najlepiej. Oczywiście ostatnim aktem wieczoru była Kids in America, niesamowicie żywiołowy, z wręcz punkową energią występ. I kiedy my już padaliśmy z sił, Kim śpiewała jeszcze mocniej, obdarowując nas niesamowitym głosem. Wszyscy wpatrzeni w Kim, nawet nie zauważyliśmy jak Samantha Fox zeszła do widowni i stając przy bocznej barierce, bawiła się razem z nami.
W trakcie koncertu w stronę Kim poleciały od nas róże oraz miś, który później stanowił pewien element w jej występie..

W końcu koncert się skończył.. ale nie wieczór. Bo to co najlepsze, miało dopiero nadejść!

Po udzieleni małego wywiadu chłopakowi, który nawet nie wiem do końca skąd był - tyle emocji.. - Ubraliśmy się i wyszliśmy na zewnątrz, pewnym krokiem podążając ku tylnemu wyjściu. Cierpieliśmy na chwilową głuchotę oraz zanik strun głosowych.. ale było warto! Kilkanaście minut później Beatka odebrała telefon od organizatora, który powiedział, że jest możliwość wejścia za kulisy! Beatka zapowiedziała całą grupę, pan powiedział, że zapytała Kim menadżera, czy przyjmie nas wszystkich. Wiedzieliśmy już wtedy, że to tylko formalność, bo Kim zawsze przyjmuje wszystkich.. Nasze marzenie miało się spełnić..

Zaprowadzono nas do drugiego wejścia, a ja poczułam się nagle tak, jakbym miała zaraz ujrzeć przyjaciółkę której nie widziałam kilkanaście lat.. Kolejnych kilka minut pamiętam jak przez mgłę. Emocje, widok Kim stojącej przede mną momentami pozbawiały mnie trzeźwego myślenia.

Weszliśmy do środka, kiedy ze swojej garderoby wyszła uśmiechnięta Kim Wilde i wolnym krokiem zmierzała w naszym kierunku. To nie było moje pierwsze spotkanie z Kim, jednakże poprzednie zdarzyły się przeszło dwa lata temu a i każde kolejne wzbudza u mnie coraz więcej nieopisanych emocji. Każdy kto miał szansę spotkać Kim wie doskonale, że przed jej urokiem i wdziękiem nie ma ucieczki. Człowiek zostaje oczarowany, w głowie pustka, brak słów, które chcielibyśmy w tej jakże ważnej chwili wypowiedzieć. Nie zapomnę reakcji Mateusza, który widząc przed sobą Kim, stanął jak wryty i tylko 'Oh My God' zdołał wydusić z siebie.
Dalej pamiętam jak Kim widząc nasze oszołomienie na twarzach, zaczęła wspominać nasz wystrzałowy transparent, dziękował za przyjście.. Kasia poprosiła mnie, bym ją uszczypnęła, bo nie mogła uwierzyć w to co się działo..
A potem wszystko popłynęło..
Kim najpierw zaczęła rozdawać autografy. Gdy Kasia wręczyła jej książkę kucharską z polskimi przepisami, Kim roześmiała się w głos szczęśliwa, i powiedziała, że ona bardzo lubi gotować. Później przyszła kolej na DVD, jakie dla niej przygotował Mateusz oraz album o polskich fanach od Beatki.. Uśmiech na twarzy Kim nie znikał, gdy otrzymała kolejny prezent, czapeczkę dla swojego brata. Kim od razu rozejrzała się za Ricky'm, który szybko odebrał prezent i dumnie włożył go na głowę. Wszyscy się śmiali i atmosfera była wspaniała i na luzie.

Kim podpisała mi koszulkę i następnie wszyscy za mną ustawili się w rządku i wszystkim zaczęła na nich składać autografy. Powiedzieliśmy Kim, że część z nas będzie także we Wrocławiu. Zareagowała zaskoczeniem ale i radością, choć szkoda jej było, że Andrzejek, syn Beatki z nami nie pojedzie.

Następnie przyszła kolej na zdjęcia, o które pierwsza poprosiłam, zaskoczona, że tak łatwo wyszło to pytanie z moich ust. Stanęłam obok Kim i objęłam ją. Ona mnie. Położyłam delikatnie głowę na jej ramieniu.. Świat się zatrzymał.. Taka jedna krótka chwila stała się tą jedną najważniejszą w moim życiu...

Podziękowałam Kim za fotkę i odsunęłam się od niej kawałek, gdy poczułam ogarniająca mnie pustkę. Nie potrafiłam odejść. Powróciłam do Kim, nie do końca panując nad sobą. Spontanicznie, jakbym żegnała się z najbliższą mi osobą w życiu, objęłam Kim i poczułam jej ramiona wokół mnie... Jedna sekunda, choć mogło się wydawać, że trwała wiecznie. Jedna chwila... Jakże piękna, szczera i dla mnie najważniejsza. Na to czekałam przez te wszystkie lata... Poczułam jak łzy napływają mi do oczu.. Nie znam słów, którymi mogłabym opisać co czułam w tym jednym momencie...


Próbując uspokoić szalejące emocje, podeszłam do Ricky'ego i poprosiłam go o fotkę i już wkrótce kolejne Wilde'owe ramiona mnie obejmowały. Podziękowałam za zdjęcie, pocałowałam go w policzek, on mnie.. Jakby kolejny zaginiony przyjaciel się odnalazł po latach.. Gdy się od niego odsuwałam, nasze dłonie rozstały się na końcu.. Niesamowita chwila!
Kolejne wydarzenia pamiętam jak przez mgłę.. Dla mnie tych emocji było zdecydowanie za dużo!
Koniec.. Nasze spotkanie z Kim dobiegło końca.. Odchodząc jeszcze sobie pomachaliśmy nawzajem, niektórzy z nas żegnali się tylko na chwilkę..

Wyszliśmy na korytarz, padając sobie w ramiona, szczęśliwi i spełnieni, wciąż nie mogąc otrząsnąć się z tego co się wydarzyło. Jeszcze zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie..
Na zewnątrz, każdy poszedł w swoją stronę, w milczeniu przeżywaliśmy to co nas spotkało.. tych kilka magicznych chwil z naszą idolką życia..

Po kilkunastu minutach budynek upuścił zespół Kajagoogoo, niedługo potem Samantha Fox. Na Kim przyszło nam nieco dłużej czekać, ale ten czas umilił nam Ricky, z którym spędziliśmy kilka chwil. Oczywiście jego ochrona już nie obejmowała i mógł swobodnie się z nami spotkać na zewnątrz.
Rozmawialiśmy z nim o nadchodzących miesiącach, o wiosennej trasie koncertowej Kim i letnich festiwalach, na których na pewno się pojawią. Powiedzieliśmy mu, że spotka część naszej grupy w Monachium i Hamburgu i bardzo się ucieszył. Gdy zapytaliśmy o Scarlett, powiedział, że pojawi się na trasie koncertowej Kim wraz ze swoim zespołem jako rozgrzewacz. Powiedział, że jego córka dopiero stawia pierwsze kroki w show businessie, ale i jak można było wywnioskować, ma ona całkowitą aprobatę taty.
Z naszej strony padło także ważne pytanie, dotyczące płyty, i Ricky nie umiał odpowiedzieć konkretnie, poza tym, że po letnich festiwalach, być może wejdą do studia..

Kilkanaście minut później zespół Kim wyszedł z budynku do podstawionego busa. Jednak Kim i Nicka wśród nich nie było. Ochrona widząc przed wejściem dużą grupę ludzi, postanowiła wyprowadzić Kim innym wejściem i wkrótce samochód ruszył w tamtą stronę, a my za nim.
Gdy Kim wsiadała do samochodu, zaśpiewaliśmy dla niej refren You Came.

Wkrótce rozstaliśmy się z ludźmi stojącymi z nami wciąż pod halą. Została tylko nasza czwórka, czyli ja, Ewa, Małgosia i Mateusz, która wybierała się do Wrocławia oraz Kasia, która miała zarezerwowany pokój w hotelu. Skorzystaliśmy z jej gościny i najbliższych parę godzin przesiedzieliśmy u niej czekając na pociąg. Odświeżyliśmy się, odpoczęliśmy chwilę. Moje stopy wyraźnie miały dosyć dalszej podróży, a to był dopiero półmetek.

Do Poznania jechaliśmy pociągiem osobowym, dość głośnym z parzącymi wręcz siedzeniami i mało wygodnymi. Dwie godziny snu, i to w takich warunkach może to mało, ale nam musiało wystarczyć. W Poznaniu mieliśmy tylko parę minut na przesiadkę, więc czym prędzej pobiegliśmy do kolejnego pociągu, w którym już tylko Mateusz skorzystał w pełni z wygodnego siedzenia i przespał resztę podróży.



14 lutego 2008, Wrocław.

We Wrocławiu czekał na nas samochód Małgosi, którym podjechaliśmy do samego Centrum i zakupiliśmy kilka potrzebnych nam rzeczy na dzisiejszy koncert, m.in. kolejnego misia oraz róże.
Pogoda nam nie sprzyjała, było zimno i dosyć wilgotno, do tego nie mogliśmy długo cieszyć się z pomieszczenia na przeciwko hali Ludowej, skąd niebawem wyprosiła nas ochrona.. Tak więc zmarznięci, już w towarzystwie Gosi z Warszawy czekaliśmy na Kim, i na chłopaków. Kim jednak nie nadjeżdżała, a gdy na miejsce przybyli Piotrek z Wojtkiem, udaliśmy się do restauracji mieszczącej się przy hali, i zjedliśmy porządny obiad.

Gdy po godzinie usłyszeliśmy znajome dźwięki Cambodii, które dochodziły z wnętrza hali, czym prędzej udaliśmy się na zewnątrz w nadziei, że spotkamy Kim, gdy będzie wychodziła. Niestety później okazało się, że była to tylko próba dźwięku i nagłośnienia, a planowana próba z artystami chyba się nie odbędzie.
Po kolejnej godzinie marznięcia pod halą oraz momentów nadziei, gdy biegaliśmy od jednego wejścia do drugiego widząc nadjeżdżające auta, w końcu udaliśmy się pod główne wejście i czekaliśmy na koncert.

Wreszcie po dużym spóźnieniu, drzwi się otworzyły i rozpoczął się wyścig, kto pierwszy na płytę pod barierki. Udało się nam zająć najlepsze miejsca, centralnie naprzeciwko sceny.
Mobilizując się, jeszcze stworzyliśmy na szybko transparent składający się z pojedynczych kartek. Biorąc przykład z Mateusza z bydgoskiego koncertu, napisaliśmy sobie na nadgarstkach KIM WILDE.

W końcu zaczął się koncert, niestety bez prowadzącego Marka Sierockiego. Za to zastąpił go niejaki Konjo, który chyba miał być śmieszny, jednak mi osobiście do śmiechu nie było, a wszystkie jego 'przerywniki' były wręcz żałosne i zalatywały tanim kiczem. Wanda i Banda była fajna, jednak słuchając pani Wandy odnosiłam czasami wrażenie deja vi. Mało oryginalny okazał się także Limahl pomimo tego, że tak łatwo potrafi zdobyć kontakt z publicznością. Za to na występie Samanthy znowu bawiłam się wyśmienicie. Niby ten sam repertuar co dzień wcześniej, ale jakże inaczej zaśpiewany i zaprezentowany.

A na koniec pojawiła się Kim i nasze serca urosły do olbrzymich rozmiarów. Na scenę wyszła z bukiecikiem róż, które później poszybowały w stronę publiczności. Od nas także Kim otrzymała jednego kwiatka, dziękując nam za niego szerokim uśmiechem. Ten koncert Kim był inny niż poprzedni. Spokojniejszy, wyważony. Kim pokazała się nam tak bardziej od strony romantycznej.. W końcu były to Walentynki, a i ona sama była nieco rozkojarzona, bo zdarzyło się jej parokrotnie pomylić tekst piosenek, które wykonuje niemalże na każdym koncercie.

Ten koncert był wyjątkowy, czuliśmy się tak, jakby Kim śpiewała specjalnie dla nas. Najpierw pozdrowiła nas, bardzo starych fanów (to zasługa albumu jaki od nas otrzymała) i podziękowała za wiele lat wsparcia. A podczas piosenki 'You Came' na słowach 'Cos I have never felt such inspiration, Nobody else ever gave me more' Kim pokłoniła się nam w podzięce.. Są chwile w życiu, których nigdy nie zapominamy i ta jest jedną z takich. Poza tym Kim non stop się do nas uśmiechała i machała nam, i naprawdę były to wspaniałe momenty.
A my nie będąc jej dłużni, wykrzyczeliśmy nasze już słynne 'We love you' przed 'Kids In America' a na 'Cambodia' unieśliśmy w górę nasz skromny transparent z napisem 'STAY WITH US'.

Zostać, może nie zostanie, ale wierzymy w to, że niedługo znowu do nas wróci, o czym wspomniała na pożegnanie schodząc ze sceny.

Po zakończonym koncercie na którym wyśpiewałam z Kim wszystkie piosenki, tym razem nie skierowaliśmy się od razu na zewnątrz, a podążyliśmy jednym z korytarzy hali Ludowej, gdzie dotarliśmy do miejsca przysłoniętego wielką czarną kotarą, które dzieliło nas.. od Kim. Pomiędzy ścianą a kotarą było małe przejście, gdzie stał jak zwykle mało sympatyczny ochroniarz i nie pozwalał filmować oraz zrobić zdjęć. Od razu w oddali dostrzegliśmy Nicka Beggsa, który podszedł do nas. Gosia poprosiła go, by zawołał do nas Kim. Niedługo potem pojawił się Ricky, który wyszedł do nas i mogliśmy przez moment obcować z bratem Kim, wspaniałym facetem, bez którego nie byłoby naszej Kim i jej piosenek. Na pytanie o Kim powiedział, że niedługo do nas przyjdzie, jak tylko się przebierze. Chwilę porozmawialiśmy z Rickym, a raczej zrobiła to przede wszystkim Gosia, i wychodziło jej wspaniale. Ricky znowu napomniał nową płytę, nad którą być może zaczną pracować na jesieni. Powiedział także, że bardzo im się u nas podoba i on i Kim z chęcią do nas wrócą, jak tylko nadarzy się okazja.
Po kilku chwilach dojrzeliśmy w oddali Kim, jak pomału podąża w naszym kierunku.
Wchodziliśmy do niej pojedynczo, a ochrona tym razem zachowała się mądrze i wpuszczała do niej jedynie osoby w koszulkach lub z wyraźnymi gadżetami dotyczącymi Kim, czyli jej prawdziwych fanów. Obok nas zebrała się grupka osób, które jedynie tworzyły sztuczny tłok, nie mając pojęcia nawet kim jest Ricky..
Każdy z nas dostał szanse kilku chwil na spędzenie z Kim, na autografy i wspólne zdjęcia.. To było takie niesamowite, że jeden dzień po tych niezwykłych minutach pędzonych z Kim, znowu mogłam to przeżyć, uściskać ją jak najdroższą przyjaciółkę.. Dałam jej do podpisania nasze wspólne zdjęcia z Bydgoszczy oraz sprzed dwóch lat z Koszyc.
Najbardziej niesamowity moment to ten, gdy Kim podziękowała z album który dostała od nas. Powiedziała, że niesamowicie się jej podobał. Przyznam się szczerze, że tak mnie to zaskoczyło, że dość długo milczałam nie mogąc wydusić z siebie słowa.. Jak ona to robi, że jednym słowem, spojrzeniem zniewala i ogłupia człowieka?

Gosia najlepiej panowała nad emocjami i zamieniła nawet parę słów z menadżerem Kim, który sam potwierdził, że są bardzo wdzięczni za takie powitanie i bardzo się im u nas podobało, i bardzo chcieliby do nas jeszcze przyjechać.
Po spotkaniu z Kim ubraliśmy się i udaliśmy na zewnątrz chcąc pożegnać Kim jak będzie wsiadała do busa. Wszystko jednak potoczyło się tak szybko, albo ja się z kimś za bardzo zagadałam, bo gdy dotarłam na miejsce, Kim już siedziała w aucie. Poprosiłam ochroniarza, by zapukał w szybę, gdzie siedziała i gdy to zrobił Kim się odwróciła, i pomachałyśmy sobie nawzajem. Później pobiegłam do naszej grupy, która stała już przy ulicy z rozłożonym transparent. Było to nasze pożegnanie Kim w naszym kraju, która jeszcze pomachała nam z auta.

Później pojechaliśmy na wrocławski rynek i zjedliśmy kolację w KFC, totalnie zmęczeni ale i niesamowicie szczęśliwi. Pożegnaliśmy Piotrka i Wojtka, którzy poszli do swojego hotelu, późnej Małgosię, która odjechała samochodem do Legnicy. Zostając z Gosią, Ewą i Mateuszem, resztę czasu spędziliśmy na dworcu, czekając na nasze pociągi. Było niesamowicie zimno, więc siedzieliśmy w małej restauracji, a ja dosłownie spałam na stole.
Później zajrzeliśmy do Internetu i pozdrowiliśmy naszych Wilde'owych przyjaciół na forum, czytając pierwsze wieści z Ejtis Szoł. W końcu Gosia i Ewa wsiadły do swojego pociągu a my po woli z Mateuszem szykowaliśmy się na swój.
Niestety nasz okazał się nie tym, jakim mieliśmy jechać i jaki istniał w rozkładzie jazdy.. Długo można by opowiadać tą historię.. Po serii dezinformacji serwowanych przez konduktorów, pojechaliśmy do Krakowa następnym pociągiem, czekając na niego kolejne dwie godziny..
Tam Mateusz odprowadził mnie na pociąg do Kielc, a sam potem pojechał do siebie..


Nasze niesamowite dwa dni dobiegły końca.. Planując podróż i wyobrażając sobie koncerty i ewentualne spotkanie z Kim, w snach nie marzyłam, że wydarzą się tak wspaniałe rzeczy, a my spędzimy niezapomniane chwile.


Dziękuję Wam wszystkim za to i już nie mogę się doczekać naszej kolejnej Wilde'owej przygody, tym razem w Monachium i Hamburgu!



Podsumowując..
Były to dwa wspaniałe koncerty, z silnym zaznaczeniem na Bydgoszcz. Panowała tam wyjątkowa atmosfera, publiczność była niesamowita i spontaniczna. Występ Kim taki z pazurem, Wildowy, szalony! We Wrocławiu było spokojniej, ale także wspaniale.
Praktycznie można by mówić o Ejtis Szoł w samych superlatywach, gdyby nie jeden mały szkopuł.. organizacja.


Powiedzmy sobie szczerze i mam nadzieję, że do takich samych wniosków doszedł SNAP, organizator imprezy, że nie robi się imprezy, w dwóch miastach, na dużych obiektach, na miesiąc przed! Frekwencja zawiodła, ale to jedynie jest wina organizatora. Promocji praktycznie nie było, nawet tacy patroni medialni jak VH1 nie raczyli zareklamować odpowiednio imprezy. W Internecie czytałam wypowiedzi ludzi, którzy mieszkając w Bydgoszczy, nie wiedzieli, że jest organizowana taka impreza. Do tego pojawiały się głosy o drogich biletach, aczkolwiek jak dla nas to było dosyć tanio, porównując koszt biletu na Sopot, który na tle Ejti Szoł wyszedł bardzo blado.
Podejrzewam, że jednym w powodów zawalenia organizacji, było ślepe i bez wyobraźni organizowanie koncertów patrząc na Sopot. Tam bilety rozeszły się w jeden dzień, ale chyba SNAP najlepiej powinien wiedzieć o tym, że 3/4 z nich dostały się w ręce ludzi TVN-u, nam pozostawiając same 'ochłapy'. Do tego Sopot, to jednak taki festiwal, na który ludzie jeżdżą, nie zależnie kto na nim śpiewa.

Wielki minus należy się także za prowadzenie całej imprezy. We Wrocławiu to już wspominałam, że to była jedna wielka żenada.. Konjo Konjem, ktoś go tu zaprosił i pozwoli na te tragiczne przerywniki z katastroficznymi konkursami..
W Bydgoszczy przynajmniej mieliśmy Sierockiego, który jednak sztucznie wywoływał bisy jakby się ktoś obawiał, że publiczność tego nie będzie chciała.
We Wrocławiu natomiast nawet bisów nie było, pomimo domagań pubiczności, a ja momentami odnosiłam wrażenie, że organizatorzy jak najprędzej chcą tą imprezę zakończyć.
Kolejna sprawa, nagłośnienie chyba nie było najwyższych lotów. Po pierwsze było za głośno!! Jak na takie duże obiekty, dźwięk jakby się nie rozchodził i wszystko skupiało się na nas.. i czasami aż uszy bolały!
Do tego zauważyłam, że Kim w Bydgoszczy po pierwszej piosence, zdjęła słuchawki nagłaśniające, z których najwyraźniej dźwięk nie był taki jaki mógł jej pozwalać normalnie śpiewać..

Czy było rewelacyjnie? Tak. A czy mogło być jeszcze lepiej? Tak! Czy niska frekwencja na koncertach przełoży się na nagły brak zainteresowania jej gwiazdami? Nie wiadomo..

Dobrze by także było, żeby ludzie organizujący take imprezy, zwracali większa uwagę na fanów, którzy na koncerty przyjeżdżają. To między innymi także dzięki nam sprzedają się bilety a czasami i nasza reklama dociera do innych.
Ochrona nie może traktować nas jak terrorystów i wykręcać ręce dziewczynie tylko dlatego, bo stanęła za blisko swojego idola! Jestem naprawdę wdzięczna organizatorowi, że w końcu wpuścili nas do Kim, ale i pamiętam wciąż to, ile nerwów nas to kosztowało. Radzę popracować nad wewnętrznym przepływem informacji oraz lepszą komunikacją..


Powrót do początku




|  Biografia  |                

|  Twórczość  |               

|  Wydarzenia  |               

|  Galeria  |              

|  KimWilde.pl  |

Biografia

Kalendarium

Ogrodnictwo

Secret Songs

Ricky Wilde
Teksty piosenek

Albumy

Single

Teledyski

Książki

Twórcy piosenek
Koncerty

Kim Wilde w Warszawie

Terminy
Galeria zdjęć
Strona Główna

Forum

Facebook

O stronie


© KimWilde.pl   2006 - 2015

facebook