Trasa 'Come Out and Play' - Berlin (23.02.2011)   

Obejrzyj naszą galerię zdjęć



Set List

King of the world
Chequered love
Hey you
The second time
Anyplace, anywhere, anytime
Words fell down
Lights down low
Real life
Suicide
Cambodia
Never trust a stranger
View from a bridge
Jessica
Love blonde
Thought it was goodbye
Sleeping satellite
Together we belong
Music Medley
My wish is your command
This paranoia
You came

Bis 1
Forever young
Get out
You keep me hangin'on

Bis 2
Kids in America


Nagrania video na You Tube:
Lights Down Low
Never Trust a Stranger
Cambodia

Fragmenty koncertu cz.1
Fragmenty koncertu cz.2


19 lutego 2011 roku w Zurychu odbył się koncert Kim Wilde, który rozpoczął europejską trasę koncertową zatytułowaną 'Come Out and Play'. Promowała ona nową płytę wokalistki, ale także miała być podsumowaniem wspaniałych 30 lat pracy artystycznej.
Trasę koncertową poprzedził duży sukces komercyjny płyty, która tylko w Niemczech zadebiutowała na 10 miejscu tamtejszej listy przebojów. I tak jak płyta, podobnym powodzeniem cieszyło się całe tournee, którego niemiecką część zakończył koncert w Hamburgu 4 marca. Później Kim jeszcze zaśpiewała we Francji oraz Holandii.
Jeszcze przed startem trasy, Kim i jej zespół zapowiadali wiele niespodzianek, których ilość oraz jakość zaskoczyła nawet największych entuzjastów.
W tym roku wybieraliśmy się na trzy koncerty, pierwszym był występ Kim na berlińskim Tempodromie, 23 lutego.


Do Berlina wybraliśmy się pociągiem, korzystając z możliwości zakupu biletu grupowego. Z Warszawy podróżowałam z Gosią, Piotrkiem i Wojtkiem. W Kutnie, a później w Poznaniu, dosiadły się kolejno Beatka oraz Kasia. I tak w doborowym towarzystwie i w świetnej atmosferze dojechaliśmy do stolicy Niemiec.
Na dworcu po zasięgnięciu informacji wsiedliśmy w odpowiedni autobus, który dowiózł nas do hotelu.

Po zakwaterowaniu się w pokojach zaczęliśmy przygotowywać nasze niespodzianki na zbliżający się wieczór, czyli nasze transparenty oraz specjalny prezent dla Kim, sympatyczną maskotkę pieska rasy Airedale Terrier , przypominającą psa Kim, Jessice. Przytulanka, prezent od polskich fanów, tak naprawdę była od Bruna, synka Kasi, który oddał swoją dotychczasową zabawkę, specjalnie dla Kim.

Po godzinie 17 zaczęliśmy szykować się do wyjścia na koncert. Humory nam dopisywały. Jeszcze w windzie zaczęliśmy śpiewać: Hey! You! Come out and Play!... W lobby wszystkie oczy skierowały się w naszą stronę. My jednak nic sobie z tego nie robiąc , podążyliśmy wesoło do wyjścia. Niestety minutę później ja z Piotrkiem musieliśmy wrócić do hotelu i minąć wszystkie osoby zaciekawione naszym zachowaniem, gdyż zapomnieliśmy o mapie.
Wydrukowana mapa Google nie okazała się całkiem przydatnym rekwizytem, kiedy najpierw nie wiedzieliśmy, od której strony hotelu zacząć naszą podróż do Tempodromu, a następnie plan części miasta nie był zbyt dokładny i po drodze zgubiliśmy jedną z ulic i zaczęliśmy nerwowo jej szukać mijając kolejne niewłaściwe przecznice.
Tak więc zamiast iść spokojnie, w coraz to bardziej odczuwalnym mrozie, do Tempodromu biegliśmy i zgrzaliśmy się przy tym niemiłosiernie.
Na miejscu zastał nas już tłum ludzi czekających na wejście na obiekt, wszyscy ustawieni w paru kolejkach, w moment rozwiali nasze nadzieje na pierwsze miejsca pod barierkami. Na początku kolejki dostrzegliśmy naszych znajomych, Perfect Fans i poprosiliśmy ich, by spróbowali nam zająć miejsca pod barierką.
Na szczęście, nie musieliśmy korzystać z ich pomocy, gdy dość szybko udało się mi wbiec na halę. Dzięki temu, że sala była dość spora a sama scena szeroka, prawa strona pod bandą była jeszcze wolna. Po krótkiej chwili wszyscy dotarli na miejsce, ostatni dobiegł Piotrek, który jak się okazało, lekko zagubił się przy bramce i miał problemy z odnalezieniem swojego biletu. Stojąc już w komplecie w pierwszym rzędzie, zaczęliśmy się przygotowywać do koncertu i rozwiesiliśmy nasz transparent. Panowie z ochrony trochę krzywo popatrzyli na czerwone płótno zawieszone na barierce i co chwila zaglądali pod materiał, czy czegoś tam nie schowaliśmy. A w między czasie pomagałam Wojtkowi wydostać z nogawki jego spodni kamerę, którą tak sprytnie przemycił.
Obok mnie stał chłopak, który trochę mówił po polsku, więc zamieniłam z nim kilka zdań. Był zaciekawiony naszym fan-clubem, nawet zapraszałam go na nasze forum, ale jak dotąd nie skorzystał. Za to tuż za nami stał inny fan z Polski, Daniel, jak się szybko okazało, znajomy naszego kolegi Seweryna, który wybierał się z nami za parę dni na koncert do Monachium.

Oczekując koncertu, rozglądaliśmy się co jakiś czas wokół siebie, obserwowaliśmy jak zapełniają się trybuny. Dostrzegliśmy dość sporą rozbieżność wiekową wśród widowni, były dzieci jak i osoby w wieku emerytalnym. W między czasie jeszcze podeszła do nas pod barierki Sabrina, przyjaciółka Kim, by się z nami przywitać.
Hala berlińskiego Tempodromu się już prawie zapełniła, gdy dochodziła godzina 20 i na scenie pojawił się niemiecki zespół Kellner, który otwierał koncerty Kim w Niemczech. Chłopaki fajnie grali i śpiewali, i porównując suport z poprzednich lat, ten nas ani nie znudził, ani nie zmęczył, a nawet się nam podobało.
Ale w końcu Kellner zszedł ze sceny, by ustąpić miejsca ludziom, dla których zebrała się w Tempodromie niemiecka, i nie tylko, publiczność.

Intro, fragment utworu The Greatest Journey rozpoczął koncert. Na scenę zaczęli wchodzić muzycy wraz ze Scarlett, a publiczność zaczęła oklaskami przywoływać najważniejszą osobę tego wieczora. Zespół zaczął grać utwór 'King of the World', a na piętrowej scenie, która była jedną z nowości i niespodzianek na tej trasie, pojawiła się Kim. Wyglądała fantastycznie, w nowym idealnie dopasowanym stroju i wspaniałej fryzurze. Przywitała nas gorącym i pięknym uśmiechem, i zaczęła swoje wielkie show. Już ten pierwszy utwór potwierdził w jak rewelacyjnej jest formie oraz miał nas przygotować na niesamowity koncert.

Zaraz po rozpoczęciu koncertu, unieśliśmy do góry nasz nowy, składający się z dwóch części baner z napisem 'We're gonna rock'n'roll before we hit the floor'. Niestety Kim akurat więcej czasu spędzała po lewej stronie sceny i nie wiemy czy dostrzegła nasz napis. Jednak wystawiony wprost przed oczy Ricky'ego, nie uszedł jego uwadze. Brat Kim serdecznie się do nas zaśmiał. Śmiała się także Scarlett.
Po świetnie zaaranżowanym King of the Word, usłyszeliśmy 'Chequered Love', a później, 'Hey! You!'. Niespodzianką w tym utworze był fragment, kiedy to muzycy zagrali melodię z utworu 'Take me tonight', pochodzącego z płyty 'Select'.

Niespodzianek było wiele tego wieczoru. Kolejną, stare hity Kim zagrane w aranżacji z lat 80, na co wszyscy bardzo żywiołowo reagowaliśmy. Pierwszym takim kawałkiem było znakomite 'The Second Time' jedno z najlepszych wykonań tego wieczoru. Po tym jakże dynamicznym występie, Kim i jej band ani myśleli zwolnić, gdy usłyszeliśmy z głośników znajomą melodię piosenki 'Anyplace Anywhere Anytime', a po niej, następną wielką niespodziankę, utwór 'Words Fell Down'. Kompozycja pochodzi z drugiego albumu, 'Select', której dotąd Kim nie śpiewała na koncertach. Znakomite wykonanie piosenki przysłoniło fakt, że Kim zapomniała słów drugiej zwrotki. Jednak znakomicie improwizując, zaśpiewała to tak, że tylko fani wsłuchujący się w tekst to mogli zauważyć.
'Words Fell Down' zakończyli muzycy Kim, grając kawałek świetnej kompozycji, w czym pomagała im wokalnie Scarlett. W tym czasie Kim zniknęła za scenę, by złapać drugi oddech i rozpocząć drugą część koncertu. Na scenie zgasły reflektory, a światło padało już tylko na najwyższe piętro sceny, gdzie zaraz miała pojawić się Kim. Z głośników zaczęła lecieć początkowo nieznana nam melodia i aż się popatrzyliśmy na siebie pytająco. Kim podziękowała za wspaniałą sprzedaż albumu 'Come out and Play', usiadła na schodach i zaczęła śpiewać w bardzo wolnym tempie refren 'Lights Down Low'. Po chwili wstała i dokończyła utwór w iście rockowym stylu. Po nim zaśpiewała pięknie i przejmująco 'Real Life', później 'Suicide'. Przed tą ostatnią piosenką Kim przedstawiła swojego pierwszego muzyka, gitarzystę Neila Jonesa, który jest współautorem tego utworu. Na tej piosence także Kim z pomocą Scarlett starały się trochę rozgrzać nasze gardła i zachęcały do wspólnego śpiewania.

Przed kolejną piosenką Kim pochwaliła się swoją nową sceną, po czym muzycy zaczęli grać 'Cambodia'. Jak zwykle na tym kawałku, cała hala bawiła się, kolejny raz tworząc niepowtarzalną atmosferę berlińskiego Tempodromu.
Następnie usłyszeliśmy 'Never Trust a Stranger', którą piosenkę Kim zaprezentowała wręcz genialnie, a że piosenka jest często traktowana jako wskaźnik formy głosowej Kim, pokazała nam, w jak znakomitej formie jest nasza idolka. Nie wiem czy w ciągu ostatnich 23 lat Kim zaśpiewała ją tak dobrze jak podczas tego koncertu. Z pewnością było to jedno z najlepszych wykonań w jej karierze.
Po hicie z roku 1988 usłyszeliśmy jeszcze o wiele starszy, z roku 1982; 'View from a bridge' a po nim przyszedł czas na głębszy oddech. Ze sceny zniknęli muzycy, została sama Kim, która zapowiedziała, że teraz jedną piosenkę nam zaśpiewa i zagra na fortepianie. My wiedzieliśmy już, że Kim zapowiada utwór 'Jessica', i rzuciliśmy na scenę pluszowego pieska. Kim radośnie zareagowała na zabawkę, wręcz zachwycona podarunkiem, przyznała, że wygląda on dokładnie jak jej pies. Zapytała, czy wiemy jak ma na imię i wyznała, że imię to Jessica odziedziczyła po swojej... babci.

Kim podeszła do keyboardu i oparła na statywie pieska, który podczas wykonywania piosenki, spowodował obniżanie się statywu z mikrofonem, na co Kim zaśmiała się w głos, przerywając na sekundę swój występ. Zaraz na pomoc przyszedł Daz Alexander, który w ekipie Kim jest menagerem technicznym koncertu i podtrzymał statyw, by Kim mogła dokończyć piosenkę.

Po zakończeniu śpiewania, Kim zabrała pieska ze sobą, i wywołała na scenę swojego brata. Później wyszła jego córka, Scarlett, która jednak nie chciała się przywitać z nową ulubioną maskotką swojej ciotki. Kim wyznała, że Scarlett nie lubi psów i ją skarciła za to, oczywiście w granicach żartu.
Cała trójka usiadła na schodach, a Kim przedstawiła jeszcze jednego muzyka, charyzmatycznego basistę, Nicka Beggsa. Część akustyczną całego show rozpoczęła piosenka 'Love Blonde', po czym Kim zaprezentowała kolejną wielką niespodziankę tego wieczoru, utwór 'Thought it was goodbye', pochodzący z czwartego albumu, 'Teases & Dares'. Choć minęło 27 lat, nigdy przedtem Kim nie śpiewała tego utworu publicznie, pomimo jak wyznała, jest to jej ulubiona piosenka. Cała hala zamarła w ciszy, podczas gdy artystka przepięknie śpiewała.
A to nie był koniec niespodzianek. Nick Beggsa opuścił scenę i już całkiem rodzinnie, Kim wraz ze Scarlett i grającym na gitarze bratem, zaprezentowała piosenkę z repertuaru Tasmin Archer, zatytułowaną 'Sleeping Satellite'. Pod koniec utworu do trójki dołączył Neil ze swoją gitarą i wraz z Ricky'm zrobili przejście do kompozycji 'Together we Belong'.

Był to koniec części akustycznej, gdy przy końcu piosenki wszyscy wstali ze schodów i na całkowicie oświetlonej scenie, wszyscy muzycy w komplecie wraz z Kim dokończyli utwór. Po zakończeniu piosenki i długich owacjach, Kim przedstawiła swojego kolejnego muzyka, Steve'a Powera i ten zaczął nam grać na keyboardach, a Kim zniknęła kolejny raz ze sceny. Niepozorna i nierozpoznawalna przez nas melodia wkrótce przeszła w znany utwór 'Love is Holy'. Potem był muzyczny fragment z 'Water on Glass', następnie 'Chaos At the Airport' oraz 'Can't Get Enough (of your love)'.

Po ostatnim utworze z muzycznego miksu, zespół zaczął grać 'My Wish is Your Command' a na scenie pojawiły się przebrane w nowe stroje Kim ze Scarlett. Kim świetnie wyglądała w nowej, skórzanej kurtce. Był to sygnał dla nas, że teraz będzie trochę bardziej rockowo. Przedstawiła nam ostatniego członka zespołu, perkusistę Jonathana Atkinsona, który mocnymi uderzeniami perkusji wprowadził nas do kolejnego utworu 'This Paranoia'. Kim i jej zespół zaprezentowali tą piosenkę w znakomitym stylu, rock'n'drollowo i z powerem, zachęcając nas do śpiewania fragmentu 'oh oh oh'. Utwór ten zdobył parominutową owację i okazał się wielkim hitem tej trasy. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz usłyszmy ten utwór, nawet podczas kolejnej trasy koncertowej.
Podczas śpiewania tej piosenki, Kim znalazła chwilę i dla nas, pomachała nam, serdecznie się uśmiechając, po czym wskazała na nasz drugi baner, który kilka utworów wcześniej zawiesiliśmy, a na którym widniał napis 'No one's cooler than you. You are queen of pop'.

Kolejny utwór Kim zadedykowała nam wszystkim zgromadzonym na Tempodromie, czyli słynne 'You Came'. My wyjęliśmy nasze czerwone szarfy i machaliśmy nimi, pomimo iż ból w ramionach był już na granicy wytrzymałości. Podczas gdy Kim zbyt często znikała nam z pola widzenia, stając częściej po lewej stronie sceny, Ricky, Scarlett i Steve Power się do nas ciągle uśmiechali, obserwując jak nasze szarfy lekko powiewają nad naszymi głowami.
Po 'You Came' Kim i band pożegnali się, i szybko zeszli ze sceny, by zaraz powrócić na pierwszą bisową część koncertu, zaczynając od razu od kolejnej niespodzianki. Na scenie pojawił się Ricky przy keyboardach, a obok niego Kim i rozpoczęli piosenkę z repertuaru grupy Alphaville, 'Forever Young'. Fenomenalne wykonanie tej kompozycji, na całej trasie, spowodowało, że na You Tube pojawiło się jak dotąd najwięcej nagrań z tą właśnie piosenką.
Długo brawa nie cichły po tym wykonaniu, gdy w końcu pozwoliliśmy Kim zapowiedzieć kolejny utwór, a zarazem nowy singiel z płyty 'Come out and Play' zatytułowany 'Get Out'. To było pełne energii wykonanie, które poprzedziło szybko kolejny utwór, 'You Keep Me Hangin'on', a na scenę poszybował od nas misiek w koszulce z napisem 'Greetings from Poland'.

Kim i jej zespół na dłużej zeszli ze sceny a publiczność nieprzerwanie klaskała a potem także tupała w podłogę, chcąc wywołać Kim jeszcze raz na scenę.
Pierwsi na scenie pokazali się nam muzycy ze Scarlett i usłyszeliśmy znajome dźwięki 'Kids in America'. Po chwili pojawiła się i sama Kim, na szczycie piętrowej sceny, ubrana na wzór Kim Wilde z teledysku z 1981 roku, w słynnej bluzce w biało-czarne paski. To była 120 minuta koncertu, a pomimo tego Kim śpiewała tak, jakby na tą scenę dopiero wyszła. Z niesamowitą dynamiką, mocą a jednocześnie swobodą Kim i jej znakomity zespół zakończyli jakże rewelacyjny koncert.


Kim Wilde nie przestaje nas wciąż zadziwiać. Na każdym kolejnym koncercie oczarowuje i zaskakuje, a my po każdym razie wracamy i opowiadamy, zachwycamy się i mówimy, że to był najlepszy koncert Kim. Może to już dla kogoś wydawać się nudne i przewidywalne, ale cóż innego możemy mówić, skoro tak rzeczywiście jest? Ale jednak, nawet my, nie oczekiwaliśmy, że może być jeszcze lepiej, i że Kim nas jeszcze tak bardzo zaskoczy.
Jednak na co także trzeba zwrócić uwagę, tego koncertu nie da się nawet porównać z tym co oglądaliśmy podczas zeszłego lata. Ten koncert był przede wszystkim inny. Wyreżyserowany muzycznie, przemyślany, dopracowany do każdej minuty. Bez niepotrzebnych dźwięków, bez przestoju. Do tego Kim co koncert, z roku na rok, jest w coraz lepszej formie, jakby dla niej czas się cofał. Pełna energii a do tego jakże radosna, wyluzowana i piękna. I tak jak cały koncert, to była także trochę inna Kim Wilde, bardziej pewna siebie, pewna widowni, która przychodzi specjalnie dla niej, czasami przyjeżdża z daleka.

A wokalnie? Po prostu inny wymiar. Oczywiście, przełożyła się na to jej wspaniała forma fizyczna, ale sama moc głosu i tego w jaki sposób nim operuje i wykorzystuje wszelkie jego walory, nas wciąż zadziwia. Kim Wilde nie ma prostych piosenek i sama nigdy nie wykonuje ich ot tak. Któż inny by potrafił zrobić to lepiej od niej? Dodając do tego jej niepowtarzalną osobowość, wdzięk, skromność, wrażliwość i spontaniczność, nie zapominając przy tym o fantastycznym kontakcie z publicznością, która ją uwielbia, już od tak wielu lat.
Warto też wspomnieć o niesamowitym zespole, który tutaj w Berlinie i podczas całej trasy wykazał się niesamowitym profesjonalizmem i perfekcją. Zagrali naprawdę znakomity koncert i w żadnym wypadku nie byli tłem dla Kim, ale stanowili integralną część jej występu.
Bardzo dobrze także śpiewała Scarlett. Po poprzednich koncertach często narzekałam, że jej po prostu nie słychać. Tym razem całe nagłośnienie koncertu było perfekcyjne i Scarlett było słychać znakomicie. Miała ona także kilka momentów, gdy mogliśmy usłyszeć jak mocny ma głos. To co jeszcze musi poprawić; czasami wchodzi na zbyt wysokie dźwięki i wtedy już efekt tak znakomity nie jest. Jednakże widać, że dziewczyna rozwija się i koncerty te na pewno wiele ją nauczą i pomogą w przyszłości.


Koncert się skończył, po woli zaczęliśmy zbierać nasze klamoty spod barierki, gdy podszedł do nas nasz nowy kolega, Jurek. Zauważyliśmy jak zagaduje z Beatką, ubrany w sam sweterek. Myśleliśmy, że jest to jakiś jej kolega, ale jak się później okazało, owszem, kolega, ale nowo poznany. Jurek zaskoczył nas skąpym ubiorem, jak nam powiedział, zostawił resztę ubrania w samochodzie, nie chcąc psuć sobie zabawy wnosząc na koncert zbędne rzeczy. W między czasie podeszła do nas Sabrina, ale rozmowa z nią była utrudniona, gdy obsługa koncertu jak najprędzej chciała nas wygonić z hali. Sabrina dostała od nas misia, takiego samego, jaki pofrunął podczas koncertu do Kim. Przy okazji opowiedziała nam m.in. o piosence jaką zamierza nagrać dla Kim z okazji jej 50 urodzin. Na koniec zdradziła, że po drugiej stronie hali stoją dwa wielkie srebrne luksusowe autokary, gdzie za jakieś kilkadziesiąt minut powinna pojawić się Kim. Obecnie miała ona gości z Anglii, więc musieliśmy się liczyć z tym, że to oczekiwanie się nieco przedłuży. Wyszliśmy więc z hali, gdzie wkrótce dołączył do nas Jurek a później także Daniel. Kierując się na tyły Tempodromu, zaczęliśmy długą i jak się okazało bardzo trudną naszą walkę z coraz to większym mrozem.

Kim długo nie wychodziła, a nam było coraz zimniej. Jurek, który w pobliżu miał zaparkowany samochód, podjechał nim pod samą halę i poprosiłam go, by pozwolił się nam tam ogrzać. Wychodząc wieczorem z hotelu przeceniliśmy nieco doniesienia synoptyków, którzy nie zapowiadali aż tak mroźnej pogody i nie każdy z nas był na takie niskie temperatury przygotowany.
Początkowo z samochodu skorzystali chłopaki, my dziewczyny dzielnie wytrzymywałyśmy na siarczystym mrozie. Wszystko jednak zmieniło się, gdy przyszła do nas Sabrina pożegnać się i powiedziała, że na Kim będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. To już było dla mnie zbyt wiele. Nagle poczułam, jak zamarzają mi nogi i czym prędzej pobiegłam do samochodu i kolejne pół godziny przesiedziałam w towarzystwie chłopaków, długo jeszcze trzęsąc się z zimna. Oczekiwanie na Kim umiliło nam Radio Berlin, które przez dwie godziny do północy puszczało piosenki Kim. Do tego osoba odpowiedzialna za dobór utworów, musiała dobrze znać muzykę naszej idolki, gdyż usłyszeliśmy wiele jej nie singlowych, a jakże znakomitych, utworów.
Przy autokarze co jakiś czas robiło się zamieszanie i Jurek wybiegał z samochodu, wyraźnie podekscytowany wyczekiwaniem na Kim. To był jego pierwszy koncert, więc tym bardziej jego emocje były ogromne. W końcu z hali wyszli muzycy, później Scarlett oraz Ricky, który zamienił parę zdań z dziewczynami, kolejny raz niesamowicie uradowany, że przyjechaliśmy. Aż w końcu wyszła i Kim, niedługo potem obok nas przebiegł Daniel, podekscytowany krzyczał, że ma zdjęcie z Kim.
Teraz zapewne nasuwa się pytanie, a gdzie byliśmy my? No niestety mróz wygrał z nami i pozostaliśmy w samochodzie. Na tą decyzję miał wpływ także fakt, iż było strasznie zimno i nie spodziewaliśmy się, że Kim tam długo postoi. Poza tym za parę dni jechaliśmy na kolejny koncert i tam zamierzaliśmy szukać naszego szczęścia w spotkaniu z naszą idolką. Dziewczyny do Monachium się nie wybierały, stąd ich determinacja w spotkaniu z Kim była ogromna i żaden mróz nie był im straszny.

Wreszcie do auta wrócił Jurek, podniecony i szczęśliwy. Dostrzegliśmy w nim nas samych tych parę lat wcześniej, kiedy widzieliśmy Kim po raz pierwszy i nasze emocje, i uczucia brały górę nad całą resztą.
Jurek zawiózł nas do hotelu, później jeszcze wrócił po dziewczyny. Pożegnaliśmy się z nadzieją, że już wkrótce znowu spotkamy się z nim na innym koncercie. Gdyż każdy, kto choć raz zobaczy Kim na żywo, zarażony jej znakomitymi występami, cudowną osobowością, także tą sceniczną, chce jeszcze więcej. My sami wciąż jeździmy na kolejne koncerty i liczymy na to, że zobaczymy ich jeszcze wiele w przyszłości.

W hotelu po krótkim ogrzaniu się i odpoczynku, spotkaliśmy się w jednym pokoju. Ten czas spędziliśmy na wspólnych rozmowach, wspominając między innymi niesamowite wydarzenie w jakim uczestniczyliśmy. Taka jest prawda, że na temat Kim, moglibyśmy rozmawiać i rozmawiać...
Na drugi dzień po śniadaniu wyjechaliśmy na dworzec, gdzie miał na nas czekać pociąg do Warszawy. Niestety, pomimo tego, iż na tej stacji pociąg zaczynał swoją podróż, był znacznie opóźniony i oczekując na niego, spędziliśmy ten czas w mroźnej hali berlińskiego dworca.

Podróż do stolicy naszego państwa spędziliśmy w znakomitych humorach, rozbawiając się co chwila nawzajem. W Kutnie wysiadła Beatka, a my otworzyliśmy okno i pożegnaliśmy ją okrzykiem 'Hey! You! Come out and Play!'
W Warszawie najpierw podprowadziliśmy Kasię do autokaru, którym miała wrócić do Olsztyna, a sami udaliśmy się na przystanek. Dla mnie oraz chłopaków, rozstanie było praktycznie tylko na dobę, gdy czekał nas wyjazd do Monachium na kolejny koncert Kim...


Ciąg dalszy... koncert w Monachium

Powrót do początku




|  Biografia  |                

|  Twórczość  |               

|  Wydarzenia  |               

|  Galeria  |              

|  KimWilde.pl  |

Biografia

Kalendarium

Ogrodnictwo

Secret Songs

Ricky Wilde
Teksty piosenek

Albumy

Single

Teledyski

Książki

Twórcy piosenek
Koncerty

Kim Wilde w Warszawie

Terminy
Galeria zdjęć
Strona Główna

Forum

Facebook

O stronie


© KimWilde.pl   2006 - 2015

facebook